Po co psychoanaliza?
Dogłębna analiza argumentacji E. Roudinesco
Spis treści
Originally published in a shorter, English form on the 24th of January here.
Wstęp
"Chyba nigdy nie przeczytałem książki, której każdemu zdaniu, każdemu wnioskowi w tak natężonym stopniu powiedziałbym 'nie'"1. Élisabeth Roudinesco w swojej książce ma zamiar pokazać, że psychoterapia, a zwłaszcza psychoanaliza, są czymś niezwykle wartościowym nie tylko dla "neurotyków", ale także dla ogółu społeczeństwa. Jednak dla krytycznego czytelnika jej zamiar zdaje się być pełnym błędów, i pokazuje ona raczej coś w rodzaju antyreklamy psychoanalizy. Zacznijmy od początku.
Podmiot psychoanalityczny
Psychoanaliza świadczy o postępie cywilizacji wobec barbarzyństwa. Przywraca myśl, że człowiek jest wolny w swoich słowach i że jego los nie ogranicza się do bytu biologicznego2.
Wydaje mi się, że jest całkiem odwrotnie. Freud nie wierzył w coś takiego jak "wolność psychiczna". W jego Wstępie do psychoanalizy kilkakrotnie przeczytamy zwroty do studentów, w których podkreśla, że wiara w "wolność psychiczną" jest błędem. Właściwie to brak wolności psychicznej jest warunkiem koniecznym występowania czynności pomyłkowych, tzw. "freudowskich poślizgnięć", albo tworzenia snów przez aparat psychiczny3.
I choć psychoanaliza być może jest "postępem cywilizacji wobec barbarzyństwa", trzeba wziąć pod uwagę to, że Freud zdiagnozował cywilizację czy kulturę jako źródła cierpień — "uwewnętrznienie" zakazów wiodące do konfliktów w psyche, itd. Nie rozpatrywał cywilizacji czy kultury w pozytywnym świetle tak jak robi to Roudinesco (poprzez skontrastowanie cywilizacji z "barbarzyństwem", prawdopodobnie idąc za sławną wypowiedzią Róży Luksemburg).
Wiadomo, że odkrycie przez Freuda nowej postaci psyche dopuszczało możliwość istnienia podmiotu zdolnego do interioryzacji zakazów. (…) Otóż to pojęcie podmiotowości, tak charakterystyczne dla powstawnia społeczeństw demokratycznych (…) próbuje usunąć się ze współczesnego układu umysłowego na rzecz psychologicznego pojęcia osobowości depresyjnej4.
Tutaj Roudinesco daje wielką zasługę Freudowi — dopuścił możliwość powstania "podmiotu zdolnego do interioryzacji zakazów". Czy w takim razie przed odkryciem Freuda ludzie nie działali wg jakiegoś uwewnętrznionego kodu moralnego, żyli w kompletnym chaosie i zabijali siebie nawzajem? Oczywiście, że nie. Przynajmniej od czasów kodeksu Hammurabiego czy Dekalogu ludzie działali według kodów moralnych. Nie musieli też potrafić ich czytać, czy mieć je przed sobą wykonując jakąkolwiek czynność, ale postępowali według zapamiętanej wersji tych zakazów. Innymi słowy, zinterioryzowali te zakazy.
Powstania demokracji także nie doszukiwałbym się w dokonaniach psychoanalitycznych Freuda. Uwagę skupiłbym raczej na myślicielach Oświecenia. Demokracja jest owocem Oświecenia, jak zresztą większość współczesnych fenomenów społecznych.
W krajach demokratycznych wszystko dzieje się tak, jakby już żaden bunt nie był możliwy, jakby sama idea przewrotu społecznego, nawet intelektualnego, stała się złudna, jakby konformizm i higienizacja, specyficzne dla nowego barbarzyństwa biowładzy, wygrały tę partię. Stąd bierze się smutek duszy i niemoc seksualna, stąd paradygmat depresji5.
W tym miejscu występuje po raz pierwszy pojęcie biowładzy, termin Michela Foucault. Czy nie jest ironicznym, że ta książka, tak pożądająca Freudowskiego podmiotu, pożądająca autonomii i wolności jednostki, używa terminu filozofa który przez większość swojej kariery był w permanentnej wojnie przeciwko "ja"? Dla Foucault, ja jest zawsze efektem ujarzmienia. Jego diagnoza podmiotowości jest kompletnie odwrotna od tej, którą proponuje Roudinesco. Wg niego dusza — podmiot lub "ja" — jest więzieniem ciała (odwraca tymże Platoniczną myśl o duszy)6. Innymi słowy, wg idei Foucault, to, co Roudinesco nazywa "nową postacią psyche", nie jest emancypujące, a zniewalające (ujarzmiające)7. Czy nie jest dziwnym więc, że Roudinesco używa terminów autora który kompletnie i fundamentalnie się z nią nie zgadza? Ważne jest też to, że Foucault był silnym krytykiem tego, co Roudinesco chwali, czyli "interioryzacji zakazów". W książce Nadzorować i karać. Narodziny więzienia Foucault nazywa ten proces panoptyzmem8.
Czy jestem w tym momencie małostkowy? Mógłbym usłyszeć taki zarzut patrząc na powyższy akapit, w których tłumacze skrótowo myśl Michela Foucault, bo Roudinesco użyła jednego wymyślonego przez niego terminu — biowładzy. Jednak używanie takich terminów niespójnie ze swoją linią argumentacji zdaje mi się zbędne i erystyczne. Te pozornie błahe potknięcia (wskazujące jednak na nieumiejętne władanie pojęciami) są jednak jedynie wierzchołkiem góry lodowej. Więc teraz spojrzę nie na potknięcia, a błędy kardynalne graniczące na manipulacji, oraz chwyty erystyczne stosowane przez Roudinesco.
"Niezwykła skuteczność"
To, co naprawdę wzbudziło moje podejrzenia odnośnie argumentacji w książce, to kolejny rozdział, w którym Roudinesco omawia naukowe podstawy skuteczności psychoterapii i psychoanalizy:
Od 1952 roku w Stanach Zjednoczonych prowadzono liczne badania mające określić skuteczność kuracji psychoanalitycznych i psychoterapii. (…) Krótko mówiąc, wszystkie te badania wykazały niezwykłą skuteczność całości psychoterapii. Jednak żadne nie pozwoliło na statystyczne udowodnienie, że psychoanaliza jest lepsza czy gorsza niż inne sposoby leczenia9.
W tym celu cytuje 5 prac: 4 książki psychoanalityczne dotyczące teorii i praktyki klinicznej, a więc nie badania naukowe, oraz jedno badanie empiryczne: The Effects of Psychotherapy: An Evaluation autorstwa Hansa J. Eysnecka. Zobaczmy, do jakich wniosków doszedł Eysneck:
Przeprowadzono badanie raportów dotyczących poprawy stanu pacjentów z nerwicą po psychoterapii, a wyniki porównano z najlepszymi dostępnymi szacunkami powrotu do zdrowia bez korzyści płynących z takiej terapii. Dane te nie potwierdzają hipotezy, że psychoterapia ułatwia powrót do zdrowia po zaburzeniach nerwicowych. Z uwagi na liczne trudności związane z takimi porównaniami aktuarialnymi, nie można było wyciągnąć dalszych wniosków z danych, których braki uwypuklają konieczność odpowiednio zaplanowanych i przeprowadzonych badań eksperymentalnych w tej ważnej dziedzinie10.
Myślę, że biorąc pod uwagę kontekst tej książki i samo sformułowanie, absurdalnym byłoby założenie, że w przypadku Roudinesco słowo "niezwykłe" oznacza "rozczarowujące". Eysneck, najczęściej cytowany przed śmiercią badacz psychologii, doszedł do wniosku, że psychoterapie nie są w rzeczywistości "niezwykłe", ale nielecznicze.
Książka Roudinesco została pierwotnie opublikowana w 1999 roku. Badania Eysnecka pochodzą z 1952 roku; dlaczego więc Roudinesco nie zdecydowała się na znacznie nowsze, metodologicznie rzetelne analizy skuteczności psychoterapii? Dlaczego Roudinesco wybiera jedno z najstarszych badań dotyczących efektywności psychoterapii? Skoro mowa o współczesnych badaniach, znalazłem badanie Eberta i in., które ponownie odkrywa Eysnecka. Oto, co nam ono mówi:
W latach 50. Eysenck zasugerował, że psychoterapie mogą być całkowicie nieskuteczne. Dwadzieścia pięć lat później pierwsza metaanaliza randomizowanych badań kontrolowanych wykazała, że efekty psychoterapii są znaczące i że Eysenck się mylił. Jednak od tego czasu pojawiły się metody pozwalające ocenić tendencyjność metaanaliz11.
Zatem przynajmniej w przypadku badań od 1977 r., zgodnie z tym artykułem, Élisabeth Roudinesco miałaby możliwość wykazania, że psychoterapia przynosi znaczące efekty. Oczywiście nie miałaby możliwości zapoznania się z tym konkretnym badaniem z 2018 r., ale mimo to zobaczmy, do jakich interesujących wniosków doszło:
Wyniki te sugerują, że efekty psychoterapii w leczeniu depresji są niewielkie, powyżej progu, który został sugerowany jako minimalna istotna różnica w leczeniu depresji, a Eysenck prawdopodobnie się mylił. Nie jest to jednak pewne, ponieważ nie byliśmy w stanie skorygować wszystkich rodzajów błędów systematycznych. Nieskorygowane metaanalizy psychoterapii znacznie zawyżają efekty, a w przypadku kilku rodzajów psychoterapii depresji u dorosłych nie ma wystarczających dowodów na ich skuteczność, ponieważ dostępnych było zbyt mało badań o niskim ryzyku12. (…)
Istnieje wiele niewiadomych, ale Eysneck "prawdopodobnie się mylił" (autorzy twierdzą wprawdzie, że nie był całkowicie w błędzie i że w badaniach mogły wystąpić inne rodzaje błędów systematycznych). Jednak "niewielkie" efekty nadal nie dorównują twierdzeniu Roudinesco o "niezwykłej skuteczności całości psychoterapii".
Wielkość efektu, jaką stwierdziliśmy dla czterech terapii, dla których przeprowadzono wystarczającą liczbę badań po korekcie, wynosiła od g = 0,20 do g = 0,35. PST i terapia psychodynamiczna nie przekroczyły progu istotności klinicznej, a wielkość efektu dla CBT i terapii wspierającej była bliska tego progu13.
Terapia psychodynamiczna, dla tych, którzy nie są zaznajomieni z tym terminem, jest w zasadzie zmodernizowaną psychoanalizą freudowską. Tak więc przynajmniej to badanie, powracające do Eysnecka, pokazuje, że w rzeczywistości psychoanaliza jest gorsza od innych terapii.
Nauka i eksperymenty
W obronie psychoanalizy Roudinesco dodaje, że w skrócie, kontrolowane badania kliniczne i badania eksperymentalne nie powinny mieć zastosowania w psychoanalizie, a liczy się wyłącznie praktyka kliniczna i case studies:
Dużą wadą tych ocen jest to, że opierają się one zawsze na działaniach eksperymentalnych (…) ocena wyników terapii zwanej eksperymentalną nie ma żadnej wartości w psychoanalizie — zawsze sprowadza duszę do bycia rzeczą. Freud zagadnięty o to w 1934 roku przez psychologa Saula Rosenzweiga (…) Nie odrzucił idei eksperymentu, podkreślając jednak, że uzyskane wyniki były zarazem powierzchowne i niewnoszące nic nowego do ogromnej liczby doświadczeń klinicznych już przeprowadzonych przez psychoanalizę i znanych dzięki licznym publikacjom opisów przypadków14.
Jedna z najbardziej znanych analiz klinicznych Freuda, Anna O., mimo że jej przypadek został opublikowany, nie została wyleczona z histerii — do końca życia pozostała kobietą cierpiącą na histerię15. Takie są wątpliwe właściwości lecznicze psychoanalizy, ale Roudinesco zdaje sobie z tego sprawę. Uważa, że efekt ten był zamierzony i pokazuje, że to, co spotkało Annę O., miało charakter terapeutyczny, ponieważ po psychoanalizie stała się feministką. Nie jest to wniosek zbyt rygorystyczny z naukowego punktu widzenia; nasuwa się myśl, że korelacja nie oznacza przyczynowości. Kto może powiedzieć, że stała się feministką dzięki analizie Freuda i jakie ma to znaczenie z punktu widzenia telos psychoanalizy? Czym on w ogóle jest?
Po co psychoanaliza?
Przecież kiedy przepytywano [w kontekście niewymienionego badania nt. psychoterapii — E.K.] podmiot, który przeszedł terapię, odpowiadał on zazwyczaj, że dzięki temu doświadczeniu został wprawdzie "przemieniony", nie mógł jednak stwierdzić, że "wyzdrowiał". ( . . . ) W przypadku psychiki objawy nie odwołują się do jednej tylko choroby, a zresztą ta nie stanowi, prawdę mówiąc, choroby (w znaczeniu somatycznym), lecz wskazuje na stan. Toteż wyzdrowienie nie jest niczym innym, jak tylko przemianą egzystencjalną podmiotu16.
Oto ile przeszkód trzeba pokonać, aby jakoś udowodnić, że psychoanaliza jest do czegoś przydatna. Najpierw należy poprzeć ją sprzeczną interpretacją wyników badań empirycznych. Następnie stwierdzić, że ten konkretny rodzaj nauki jest bezużyteczny i że w rzeczywistości Freud miał rację twierdząc, że jedyną realną metodą badawczą w psychoanalizie są studia przypadków. I wreszcie podkreślić, że celem psychoterapii nie jest "wyleczenie" choroby (a tak naprawdę nie ma czegoś takiego jak choroba umysłu), ale zmiana stanu podmiotu. Po co miałbym chodzić na terapię — od greckiego therăpeíā, leczenie medyczne — jeśli nie po to, aby wyleczyć się lub przynajmniej poczuć się lepiej? I skąd ta redefinicja? Być może chodzi o to, aby udowodnić czytelnikowi, że badania te (Roudinesco nie precyzuje, o które badania chodzi) dowodzą, że psychoterapia leczy ludzi, ponieważ zmiana jest leczeniem. Pozostaje pytanie: co jeśli zmienię się w masowego mordercę? Jaka zmiana stanowi wyleczenie, a jaka nie? W pewnym sensie Roudinesco sugeruje nam, jaka zmiana konstytuuje zmianę terapeutyczną — to, co danemu analitykowi się podoba, czyli np. jeśli Anna O. zostanie w późniejszym życiu feministką.
Ta zmiana reguł gry jest niezwykle myląca, gdy spojrzy się na pozycję psychoanalizy i psychoterapii zarówno w ujęciu historycznym, jak i współczesnym. Freud był lekarzem i neurologiem; psychoanaliza zawsze oscylowała w pobliżu dziedzin medycznych i była praktykowana na "pacjentach". W dzisiejszych czasach psychoterapia jest praktykowana w szpitalach psychiatrycznych (nie chodzi mi tu o instytucje typu totalnego, przynajmniej jeśli chodzi o Polskę) oraz w placówkach medycznych — obejmuje to również metody wywodzące się z psychoanalizy freudowskiej, takie jak terapia psychodynamiczna. Oznacza to, że terapia jest rzeczywiście rodzajem leczenia medycznego, a nie zmianą egzystencjalną, taką jak wycieczka w Himalaje lub podróżowanie po świecie w celu odkrycia siebie, czyli czynności, które nie są oferowane w placówkach medycznych (a raczej w biurach podróży). Dlatego też całkowicie uzasadnione jest przede wszystkim traktowanie jej jako techniki medycznej, a także odrzucenie lub przyjęcie jej na podstawie empirycznych, eksperymentalnych i filozoficznych przesłanek.
Wrogowie psychoanalizy
Od poprzedniego punktu książki Roudinesco rozpoczyna polemikę z wrogami psychoanalizy. Uważam jednak, że jej riposty są pozbawione faktów i logiki, a opierają się wyłącznie na erystyce17.
Wybieg 28. Te kategorie są złe
Roudinesco nie lubi Hirschfelda, antropologa krytycznego wobec psychoanalizy. Nazywa jego metody mieszanką "astrologii i psychologii ludowej"18. Nazywa je również "»nauką«"19. Nie wyjaśnia jednak, dlaczego uważa jego prace za nie posiadające "żadnego związku z postępowaniem naukowym"20. Obejmuje taką pozycje bez uzasadnienia.
Wybieg 11. Przejrzyste intencje
Roudinesco nie podoba się współczesny psychologiczny/psychiatryczny model chorób psychicznych, więc twierdzi, że choroby psychiczne według współczesnej nauki pochodzą od "złych duchów", "gwiazd" lub "rzucających uroki"21. Innymi słowy, używa retorycznego zabiegu, aby zmienić znaczenie faktu, że współczesna psychologia/psychiatria upatruje niektóre przyczyny chorób w kulturze i społeczeństwie. Nie wyjaśnia jednak, dlaczego takie postrzeganie chorób psychiki jest błędne.
Wybieg 15. Ci naukowcy są nieracjonalni
W jednej z części książki przytoczono pracę laureata "Nagrody Nobla w dziedzinie medycyny" i "neurobiologa" (kategorie pozytywne, w przeciwieństwie do kategorii astrologów i czarowników opisanych powyżej), który najwyraźniej twierdzi, że wrogość wobec modelu freudowskiego nie wynika z dyskusji naukowej, ale z oporu naukowców wobec ich nieświadomości22. W istocie sprowadza się to do argumentum ad personam lub przynajmniej argumentum ad hominem. Rem, czyli psychoanaliza i jej rozumienie podmiotowości i człowieka, jest ignorowany. Zamiast tego krytyczny wobec psychoanalizy naukowiec jest atakowany przy użyciu tego modelu, niezależnie czy ten model jest prawdziwy, czy nie.
A falsitate rationati ad falsitatem rationis valet consequentia
Roudinesco analizuje argumenty Adolfa Grünbauma, którego krytyka psychoanalizy jest dość bezpośrednia:
Grünbaum podążał więc za regularnym burzeniem wszystkich hipotez psychoanalizy: jej metoda kliniczna była jego zdaniem jedynie oszustwem opierającym się na efekcie placebo, jej konstrukcja metapsychologiczna23 zdradzała szeroki program totalitaryzmu interpretacyjnego ufundowanego na przypisaniu arbirtralnego znaczenia czynom czy myślom; wreszcie, akademickie kłótnie nie były niczym innym, jak tylko wyrazem fanatyzmów klanów pozbawionych intelektualnego znaczenia24.
Jej odpowiedzią jest odesłanie czytelnika do strony, której przesłanki obnażyłem w sekcji "»Niezwykła skuteczność«" tego eseju. Dodaje:
Dają [badania z przypisu — E.K.] natomiast dowody, że leczenie psychiczne, niezależnie od tendencji, jest bardzo skuteczne (osiemdziesiąt procent "sukcesów"). W rezultacie są dowodem na to, że fanatyczny antyfreudyzm Grünbauma nie ma charakteru naukowego25.
Przedstawiając tę tezę, być może nie zdaje sobie sprawy, że powołuje się na badania, które dowodzą dokładną przeciwność tego, co twierdzi, mianowicie że psychoterapia nie ma właściwości leczniczych. "W rezultacie" nego maiorem; pierwsza krytyka Grünbauma, że metoda psychoanalityczna jest "oszustwem opartym na efekcie placebo", biorąc pod uwagę wyniki cytowanego przez Roudinesco badania, jest słuszna.
Druga krytyka Grünbauma ma jednak charakter racjonalny, a nie empiryczny, więc podejście do niej jest inne. Nasuwa się pytanie, dlaczego konstrukcja metapsychologiczna Freuda nie składa się, powiedzmy, z 8 "postaci", a nie tylko z id, ego i superego? Dlaczego nie tylko z jednej? Albo z żadnej26? Pytanie brzmi: dlaczego Freud buduje swój aparat psychiczny w ten sposób, a nie w inny? Czy można zaobserwować aparat psychiczny? Cóż, nie. Funkcjonowanie aparatu psychicznego jest widoczne w działaniach i słowach. Psychoanaliza jest zatem ramą interpretacyjną. "Totalitarną", ponieważ nie dopuszcza różnych interpretacji, dominując nad wszystkim swoją szczególną strukturą metapsychologiczną. Krytyki tej nie można obalić, twierdząc, że ma ona charakter nienaukowy; jest to z natury racjonalny argument aprioryczny. Grünbaum podkreśla jedynie niefalsyfikowalną naturę metapsychologii psychoanalitycznej.
Nieważne czy to fakt, czy fikcja
Co jeszcze dziwniejsze, jak zauważymy, to fakt, że autorka wysuwa kolejne zarzuty wobec Grünbauma, powołując się na jeden z przypadków opisanych przez Freuda (Siergieja Pankiejewa):
W trakcie tej analizy Freud odtworzył pierwotną scenę, opierając się na śnie swojego pacjenta. W wieku osiemnastu miesięcy Siergiej miał widzieć swoich rodziców na kolanach pod białą pościelą, oddających się trzykrotnie penetracji od tyłu. Pytany wiele lat później, twierdził, że prawdopodobnie nigdy nie mógł być świadkiem takiej sceny, bo w Rosji dzieci nie spały w sypialniach rodziców. Jednak od razu dodawał, że scena pierwotna odtworzona przez Freuda nabrała dla niego wymiaru prawdy najwyższego stopnia. Wreszcie podkreślał, że psychoanaliza była pierwszym i jedynym leczeniem po licznych pobytach w klinice, które złągodziło jego lęki i nadało sens jego egzystencji. (…) Nieważne więc, czy ta scena jest, czy nie jest wymyślona, bo wyraża prawdę oryginalnej struktury, która stawia człowieka wobec jego przeznaczenia i tragedii pragnienia. Pójdźmy dalej: ta scena czerpie swoją znaczącą siłę z tego, że została stworzona27.
Oczywiście, zakładając, że istnieje "prawda" o "oryginalnej strukturze" (czymkolwiek to jest) i że istnieje "przeznaczenie", a pragnienie jest "tragiczne" i tak dalej. Osobiście mam trudności ze zrozumieniem drugiego akapitu tego cytatu, ale wydaje mi się, że sprowadza się on do tego, że nie ma znaczenia, czy fantazje są logicznie niemożliwe lub całkowicie fałszywe. Liczy się to, że dla tych osób fantazje są traktowane jako rzeczywistość. Oznacza to, że psychoanaliza opiera się na wierze, nie na empirii i naukowości. Czy to oznacza, że psychoanalizie bliżej do znienawidzonej przez Roudinesco astrologii, niż nauki? Tak daleko idącego wniosku bym nie wysunął. Być może rola fantazmatu odgrywa się w uniwersalnym dla każdego człowieka aparacie psychicznym, działającym na takich samych zasadach u każdego (stąd "prawda oryginalnej struktury"). Rzeczywistość fantazmatu nie ma znaczenia, o ile odciska piętno na aparacie psychicznym. Jednak nie tylko rzetelność fantazmatu można podwarzyć, a rzetelność metapsychologii freudowskiej, co robi m.in. Grünbaum.
Podsumowanie
Jaki jest zatem wniosek tej książki? Nie jestem do końca pewien. Autorka próbuje zdobyć pewnego rodzaju legitymizację dla, jak ujęła to grupa "scjentystów", "systemu literackiej interpretacji afektów i pragnień"28 zwanego psychoanalizą, ale nie udaje jej się to pod żadnym względem. Próbuje przekonać czytelnika do swojej racji za pomocą erystyki, fałszywej interpretacji badań i środków retorycznych. Nie sądzę, aby w całym tym tekście znalazł się choćby jeden logiczny argument przemawiający za psychoanalizą lub przeciwko antyfreudystom.
Może pojawić się zarzut wobec powyższej krytyki, że nie do końca ujmuje to, co Roudinesco miała na myśli tworząc tę książkę. Roudinesco nie jest naukowczynią stosującą metodę naukową, ujmującą psychoanalizę jako technikę leczniczą, a humanistką starającą się ukazać psychoanalizę jako hermeneutyczną metodę poznawania podmiotu. Jednak nie uważam że rzetelną i solidną drogą osiągnięcia tego jest faktyczne traktowanie psychoanalizy jako potencjalnej techniki leczniczej, powołując się na Eysnecka i innych, oraz sprzeciwianie się tezom krytyków psychoanalizy, którzy dokładnie tak psychoanalizę traktują — jako ramę interpretacyjną podmiotu.
Nie zapominajmy też, że książka ta, wydana przez Wydawnictwo Krytyki Politycznej w ramach serii Idee, stoi obok książek takich jak Uwikłani w płeć Butler, czy Anty-Edypa Deleuzea i Guattariego. Motywem serii Idee jest "systematyczna budowa intelektualnej bazy dla ruchów lewicowych oraz aktywne włączanie w polskie debaty publiczne nowych dyskursów krytycznych". Innymi słowy, sięgając po książkę Roudinesco, czujemy pewnego rodzaju autorytet — książkę tą mógłbym cytować w swoich pracach dyplomowych i nikt nie miałby nic przeciwko, mimo licznych błędów, także kardynalnych, które popełnia. Od książki stojącej obok tak poważnych pozycji jak wyżej wymienione, oczekuje conajmniej powagi i rzetelności metodologicznej, których tutaj nie znalazłem.
Przypis:
Fryderyk Nietzsche, Z genealogii moralności, Kraków 2024, s. 8.
Élisabeth Roudinesco, Po co psychoanaliza?, Warszawa 2014, Przedmowa.
Zob. Zygmund Freud, Wstęp do psychoanalizy, Kraków 2023.
Élisabeth Roudinesco, Po co (…), dz. cyt., s. 16.
Tamże, s. 22.
Michel Foucault, Nadzorować i karać. Narodziny więzienia, Warszawa 1998, s. 31. "Dusza — skutek i narzędzie pewnej politycznej anatomii. Dusza — więzienie ciała."
Tamże, s. 25. "Podstawowa teza tej książki brzmi: sujet (podmiot) bierze się z assujettissement (ujarzmienia, podległości)".
Tamże, s. 191–220.
Élisabeth Roudinesco, Po co (…), dz. cyt., s. 30.
Hans Jürgen Eysneck, The Effects of Psychotherapy: An Evaluation, "Journal of Consultation and Psychology", 1952, nr 16, s. 323, tłum. własne.
Pim Cuijpers, Eirini Karyotaki, Mirjam Reijnders, David Daniel Ebert, Was Eysenck right after all? A reassessment of the effects of psychotherapy for adult depression, "Epidemiology and Psychiatric Sciences", 2018, nr 28, s. 21–30, tłum. własne.
Tamże.
Tamże.
Élisabeth Roudinesco, Po co (…), dz. cyt., s. 31.
Współcześnie, być może, Anna O. dostałaby diagnozę zaburzeń osobowości borderline. Histeryczki w Salpêtrière, przywiązane łańcuchami do ścian, jednostki jak Anna O., albo współcześnie — tzw. "borderkicie"; wszystko to przykłady energicznych, zdenerwowanych i złych kobiet, powstrzymywanych władzą psychiatryczną.
Tamże, s. 44.
Artur Schopenhauer, Erystyka. O wolności ludzkiej woli, Ożarów Mazowiecki 2024. "Wybiegi" w tej sekcji nawiązują do wybiegów erystycznych opisanych przez A. Schopenhauera w tej książce.
Élisabeth Roudinesco, Po co (…), dz. cyt., s. 78.
Tamże, s. 79.
Tamże.
Tamże, s. 42.
Tamże, s. 57.
Chodzi tu o aparat psychiczny złożony z id, ego, oraz superego.
Tamże, s. 84.
Tamże.
Idąc dalej — dlaczego nieświadomość jest teatrem, a nie fabryką?
Tamże, s. 85–86.
Tamże, s. 105.